Nowe źródła dokumentujące historię złamania Enigmy
Podstawę nowych ustaleń historycznych stanowi niepublikowana dotychczas korespondencja z lat 1974 – 1975 pomiędzy Marianem Rejewskim a inżynierem Leonardem Danilewiczem, przebywającym na emigracji w Londynie. Danilewicz był jednym z czterech wspólników warszawskiej Wytwórni Radiotechnicznej AVA, a w momencie nawiązania kontaktu – jedynym żyjącym z tego grona.
Inicjatywa Rejewskiego miała konkretny kontekst. W 1973 roku francuski generał Gustave Bertrand opublikował wspomnienia, w których po raz pierwszy ujawnił fakt złamania niemieckiego szyfru oraz rolę polskiego Biura Szyfrów. Rok później w Wielkiej Brytanii ukazała się książka F.W. Winterbothama pt. „The Ultra Secret”, która tak jak inne publikacje, które wówczas ukazywały się w Wielkiej Brytanii, pomijała polski wkład w złamanie kodu Enigmy. Rejewski, który już w 1967 roku złożył w Wojskowym Instytucie Historycznym w Warszawie obszerną pracę wspomnieniową, uznał ją za niekompletną, ponieważ dotyczyła jedynie naukowego aspektu deszyfrażu. Postanowił więc zebrać dodatkowe relacje, aby przyszła polska publikacja na ten temat była jak najdokładniejsza i najlepiej udokumentowana. Zwrócił się do Danilewicza z prośbą o informacje dotyczące działalności wytwórni AVA, a także zadał mu szereg szczegółowych pytań technicznych.
Przechwycenie komercyjnego modelu maszyny w 1927 roku
Z korespondencji wynika, że kluczowym impulsem do podjęcia prac nad Enigmą był incydent na przełomie 1927 i 1928 roku. Do warszawskiego urzędu celnego trafiła przesyłka z Niemiec, którą przedstawiciel handlowy niemieckiej firmy – przy silnym wsparciu konsulatu lub attaché handlowego – usiłował pilnie wycofać przed ocleniem, twierdząc, że została omyłkowo dołączona do innego sprzętu. Niewspółmierny nacisk dyplomatyczny wzbudził podejrzenia polskich władz celnych, które powiadomiły Oddział II Sztabu Głównego.
Incydent miał miejsce w sobotę, co dało polskiemu wywiadowi możliwość wykorzystania całej niedzieli na zbadanie zawartości skrzyni bez świadków. Sprawę powierzono porucznikowi Maksymilianowi Ciężkiemu, który oddelegował do zadania inżyniera Antoniego Pallutha – już wówczas wyspecjalizowanego kryptografa – oraz inżyniera Ludomira Danilewicza, brata Leonarda, specjalistę od elektryki i mechaniki. Obaj udali się w niedzielę rano do składów celnych w Warszawie, wyposażeni w odpowiednie przyrządy i narzędzia. Po otwarciu skrzyni stwierdzili, że przesyłka nie zawiera spodziewanego sprzętu radiowego, lecz nowy typ maszyny szyfrującej. W ciągu całego dnia zdołali prześledzić obwody elektryczne urządzenia, odrysować jego ogólny schemat oraz ustalić sposób działania i połączenia poszczególnych walców szyfrujących. Następnie maszynę starannie zapakowano i pozostawiono do dalszej odprawy celnej. Dopiero po latach okazało się, że przechwycone urządzenie było wersją komercyjną Enigmy, przeznaczoną dla koncernów handlowych, i różniło się od późniejszego modelu wojskowego.
Rejewski zaznaczył, że nie był to odosobniony przypadek – kilka lat później uczestniczył w podobnej akcji dotyczącej niemieckiej radiostacji polowej na fale metrowe, również omyłkowo wysłanej na wystawę wraz z innym sprzętem.
Pierwsze próby deszyfrażu i rola fabryki AVA
15 lipca 1928 roku niemieckie wojskowe stacje radiowe rozpoczęły nadawanie depesz szyfrowanych maszynowo. Polacy przechwytywali te transmisje, jednak początkowe próby ich odczytania przy użyciu zdobytej wersji handlowej Enigmy zakończyły się niepowodzeniem, ponieważ model wojskowy posiadał inne okablowanie wirników.
W tym kontekście kluczową rolę odegrała Wytwórnia Radiotechniczna AVA, której głównym partnerem było Biuro Szyfrów. To w zakładach AVA zbudowano repliki niemieckiej maszyny szyfrującej, tzw. bomby kryptologiczne (nazywane bombami Rejewskiego) służące do automatyzacji procesu deszyfrażu, a także polską wojskową maszynę szyfrującą Lacida.
Polski system szyfrujący Lacida
W listach szczegółowo opisano polską maszynę szyfrującą Lacida, zaprojektowaną przez Biuro Szyfrów na potrzeby polskiej armii. Nazwa urządzenia pochodziła od inicjałów jego twórców: podpułkownika Gwidona Karola Langera, porucznika Maksymiliana Ciężkiego oraz inżyniera Ludomira Danilewicza. Ten ostatni był wyłącznym konstruktorem strony mechanicznej i elektrycznej Lacidy oraz jej późniejszych odmian. Konstrukcyjnie maszyna opierała się na zmodyfikowanym mechanizmie przenośnej maszyny do pisania Remington. Danilewicz w odpowiedzi na pytania Rejewskiego sprecyzował parametry techniczne urządzenia, w tym liczbę styków na bębenkach szyfrujących.
Wojenne i powojenne losy polskich kryptologów
Korespondencja rzuca światło na tragiczne losy kluczowych postaci zaangażowanych w projekt Enigma po wybuchu II wojny światowej. Członkowie zespołu zostali ujęci przez Gestapo podczas próby przekroczenia granicy hiszpańskiej, po likwidacji ich placówki wywiadowczej we Francji, kierowanej przez generała Bertranda. Danilewicz mylił się w niektórych przypadkach, najprawdopodobniej nie miał precyzyjnych informacji. Z innych źródeł wiadomo, że:
- Gwido Langer i Maksymilian Ciężki – przeżyli pobyt w niemieckich obozach i zostali wyzwoleni w 1945 roku. Danilewicz widział Langera w Londynie krótko po jego uwolnieniu i opisał go jako człowieka całkowicie załamanego fizycznie i psychicznie, nieprzypominającego dawnego energicznego oficera. Langer zmarł w marcu 1948 roku w Kinross w Szkocji, a Ciężki – krótko po nim, pozostając pod opieką lekarską.
- Antoni Palluth – zginął w kwietniu 1944 roku w niemieckim obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen.
- Edward Fokczyński – zmarł na serce w lipcu 1944 roku, również w Sachsenhausen.
Z korespondencji wynika, że na stan psychiczny członków zespołu ogromny wpływ miał brak wiadomości o losach ich rodzin, ewakuowanych 5 września 1939 roku do Janowej Doliny na Wołyniu, po których ślad zaginął. To właśnie tym traumatycznym przeżyciom przypisywano nadużywanie przez nich alkoholu w okresie wojennym, wielokrotnie odnotowywane w relacjach Bertranda, a odbiegające od ich wcześniejszych zwyczajów.
Ludomir Danilewicz, współtwórca maszyn szyfrujących, przeżył wojnę i zmarł nagle w Londynie w 1971 roku. Sam Leonard Danilewicz, który w styczniu 1975 roku odpowiedział Rejewskiemu lakonicznie, powołując się na problemy zdrowotne, zmarł 14 sierpnia 1976 roku w polskim ośrodku w Penhros w Walii. Korespondencja z Rejewskim urwała się we wrześniu 1975 roku – na ostatni list matematyk nie otrzymał już odpowiedzi.
Odkrycie i perspektywy udostępnienia listów
Odnalezione listy nie były dotychczas znane historykom i nie były publikowane. Dotarł do nich Tomasz Muskus, polonijny badacz historii. Korespondencję przechowuje syn Leonarda Danilewicza i deklaruje możliwość przekazania jej do polskiej instytucji muzealnej.
Bibliografia:
Kozubal, Marek. Jak złamano Enigmę? Zachowały się listy, opisujące szczegóły przechwycenia jej pierwowzoru [online]. Serwis rp.pl, [dostęp: 25.08.2026]. Dostępny w Internecie: www.rp.pl.
























